środa, 12 września 2012

Na krześle fryzjerskim. Kontakt interpersonalny.

"Wiesz, nie jestem przekonana do tej grzywki"
Dzisiaj luźny post o zachowaniu u fryzjera :)

Za co dajemy fryzjerowi piątkę, a co automatycznie go skreśla?
Co drażni fryzjera u klienta?

Trochę sfery teoretycznej.

Fryzjerskie "faux pas"

1. Klient przezroczysty
Czyli brak zainteresowania klientem.
Zdarzyło wam się na pewno, że rozmowa z koleżanką była istotniejsza, niż oddanie w pełni swojego czasu osobie zajmującej krzesło.

2. Przemoc
Klientka siada na fotelu, a fryzjerka, co robi? Rozczesuje włosy grabkami z palców. Tak, to boli.
Albo bierze wąski grzebień i szarpie. Kołtuny piszczą, klientka nie śmie.

3. Otwarte niezadowolenie z włosów
Fryzjerka zamiast pochwalić to, co jest dobre, np. długość czy gęstość, rozwodzi się nad tym, że włosy są brzydkie, zniszczone, suche, zaniedbane.
A przecież zdarza się, że klientka przychodzi zawstydzona, ratować włosy ze swoich własnych pomysłów:


4. Brak wywiadu
Fryzjerka od razu prosi na umywalkę, zamiast poświęcić 5 minut na rozmowę. W tym czasie mogłaby przygotować włosy do mycia, rozczesując i oceniając, czego mogą potrzebować podczas doboru środków myjących i odżywczych.

Klientka nie czuje się komfortowo, a fryzjer traci możliwość oceny sytuacji na zimno.

5. Ignorancja 
Fryzjerka z założenia nie uznaje naturalnej pielęgnacji, którą stosuje klientka.
Jest przekonana o wyższości kosmetyków profesjonalnych nad tradycyjnymi.

Co ciekawe, jedno nie wyklucza drugiego. Może tak uważać, ale raz, że powinna to uargumentować, a dwa być elastyczna, by dywagacje nad pielęgnacją stały się konstruktywne dla obu stron.

6. Nadmierna gadatliwość
Fryzjer nieraz czuje się w obowiązku zabijać panującą ciszę, zasypując klientkę słowami bez sensu o pogodzie, ruchu ulicznym i nowych butach, które sobie kupiła. A nie każdy ma ochotę na rozmowę, woli sobie usiąść i pokontemplować.

Fryzjerka powinna umieć dostosować się do nastroju klientki, która sama narzuci styl rozmowy i okaże potrzebę konkretnego kontaktu.

Fryzjerka winna wychodzić do kontaktu, jeżeli klientka, z którą ma do czynienia, jest osobą nieśmiałą i zawstydzoną. Dobrze w takiej sytuacji dać klientce coś do rąk. A to herbatę/kawę, a to dobre czasopismo.

7. Niepoprawne pytania
Fryzjerka potrafi przekraczać granice dobrego smaku i dopytywać się o zawód klientki, o ilość dzieci i o inne prywatne sprawy. Jest to zupełnie nie na miejscu. Jeśli klientka będzie chciała o tym porozmawiać, sama rozpocznie taki temat.

8. Cierpiętnica
Rozwodzi się nad tym, jaka to ona jest już zmęczona, ile godzin stoi na nogach, jaki jest ruch, a jaka ona chorowita, a jakie ma straszliwe alergie. Potrafi wtedy nawet pokazywać miejsca dotknięte wysypką czy innymi dolegliwościami. Odstraszające, prawda :) Poza tym mamy wrażenie, że robi nam zwyczajnie łaskę.

9. Plotkara
Obgaduje poprzednich klientów, a ten miał łupież, a tamta kładła 10 razy rozjaśniacz i miała miotłę na głowie. To stawia nas na pozycji kolejnej do objęzyczenia.

10. Skrupulatna
Robi dokładnie to, co poprosi klientka, ale nie podsuwa jej swoich pomysłów. Efektem tego jest często inna fryzura, niż klientka miała na myśli, np. na prośbę " proszę podciąć 2cm", podcina dwa centymetry, ale nie cieniuje. Tak zostawia, nawet jeśli efekt końcowy jest żałosny, bo pani tak chciała.

Najczęściej ma to miejsce w przypadku wyboru farby. Klientka dostaje paletę kolorów i ma wskazać, który chce. Po czym fryzjerka nakłada jej na włosy ten kolor, zamiast zrobić wszystko, by TEN kolor uzyskać.

Znacie inne sytuacje? Podzielcie się!

Klientka "BE"
1. Chce nic
Chce obciąć (nie podciąć) włosy, ale przy 1cm jest już przerażona, dopytując raz po raz, czy jeszcze są długie. Na pytanie 'czy podciąć tylko końce', ma nadzieję, że wcale podcinać ich nie trzeba. W takiej sytuacji najlepiej poprawić klientce humor, robiąc dobrą maseczkę regenerującą, toner i ciekawą stylizację.

2. Zguśniała
Od chwili wejścia jest zła, nieprzystępna i pogardliwa. Sprawia to, że fryzjerka się usztywnia i chce 'załatwić ją' jak najszybciej.
Zwykle niezawodnie działa ciepłe kakao na mleku. Jeśli mamy taką możliwość, zaproponujmy je klientce.

3. Nie tłumaczy, na czym jej zależy.
Na pytanie 'jaką zrobić grzywkę', odpowiada "na czoło". Każda grzywka jest, jak to grzywka, "na czoło". Klientka musi jednak orzec, czy to ma być na bok, na równo, przed, czy za brwi, inaczej fryzjerka zrobi to albo za słabo, albo za krótko. (Ale zadaniem fryzjerki jest klientce te możliwości podsunąć)


SŁOWO KOŃCOWE
Niektóre z Was mogą stwierdzić, że to skakanie wokół klienta jest wręcz nienaturalne, że to takie podlizywanie się, co by nie powiedzieć jakoś brzydko, ale ja wychodzę z założenia, że  "klient nasz pan". 
Klient płaci za "opiekę, zainteresowanie, usługę".
Częściej zdarzają się tutaj niedociągnięcia niż przedobrzenia.

Nie namawiam nikogo do sztucznego uśmiechu stewardessy, ale do normalnej komunikacji, uprzejmości i chęci pomocy drugiej osobie, co należy do coraz rzadziej spotykanych odruchów.

60 komentarzy:

  1. ale fajne szkolenie przed wizytą:DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po wizyciu u Mysi czuje sie perfekcyjnie dopieszczona fryzjersko:)

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję!
      Masz naprawdę piękne włosy Olu :) Teraz, oby rosły szybko i chętnie.

      Usuń
    3. Moje wlosy i ja abrdzo dziekujemy za wszystkie komplementa:) Mysiu jeszcze co do tych odzywek bez splukiwania,polecisz mi cos konkretnego?:0

      Usuń
  2. Mysiu, świetny post! Fryzjerka też człowiek, a mam wrażenie, iż często klientki o tym zapominają. Inna rzecz, że sama niektórych zachowań fryzjerek nie trawię, tj. na jestem najmądrzejsza, co prawda, nie widziałam dobrze twoich włosów przed umyciem, ale na pewno wiem o nich więcej, niż ty.

    No i to krytykowanie, wieczne krytykowanie- jeśli chodzi o nowe klientki ;)

    Ja bym dopisała jeszcze jeden fryzjerski grzeszek: brak otwartości (na pomysły klienta). Rozumiem, są różne gusta, ale fryzjer powinien uszanować wolę klienta. Kiedyś TŻ poszedł na odświeżenie irokeza (coś jak u Roberta De Niro w "Taksówkarzu" ;) ), a fryzjerka... w śmiech. Dla mnie- dno dna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, fryzjerki często są hermetyczne w tym, co lansują. A najnowsze trendy nie zawsze idą w parze z tym, co chciałaby zobaczyć na swojej glowie tak klientka, jak i klient.

      Usuń
  3. niestety, tak jak jako klientka szukam "swojej" fryzjerki tak samo wiem, że nie mogę iść i robić za skończonego chama, nawet jeśli płacę za usługę :)

    Z takich kwiatków pamiętam jak koleżanka chciała mieć długą grzywkę po czy fryzjerka obcięła jej włosy do połowy czoła i stwierdziła że będzie "na dłużej"...

    Ja niestety mam ten etap teraz że wiem że muszę obciąć włosy ale mi szkoda tracić na długości :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zacznę od drugiej części postu...faktycznie, czasami chodząc do znajomej fryzjerki mówiłam - "zrób tak, żeby było dobrze, ja się nie znam". Na szczęści nigdy nie mogłam narzekać, ale ile ona miała pewnie stresu, żeby wyszło zadowalająco. A co do pierwszej części, niestety ale większość punktów sie zgadza. Chodząc często do różnych salonów (czy to dużych, czy małych) spotykałam się chociażby z ignorancją. Ja siedząc cicho musiałam wysłuchiwać przeinteresujących rozmów fryzjerki z koleżanką stojacą obok. Wrr. Jakiś czas temu poszłam porozmawiać o kolorze. Fryzjerka zapytała o co chodzi itd, itp. Kiedy pokazałam jej zdjecia koloru, jaki chce uzyskać, stwierdziła, że to i tak pewnie nie wyjdzie tak jak ja sobie wymisliłam, że zły pomysł, że i tak się ZMYJE I TRZEBA BĘDZIE TO FARBOWANIE POWTÓRZYĆ Z 3 RAZY!!! W końcu całkowicie zgładziwszy moje marzenie o pięknym brązowym kolorze odrówciła się do mnie DU*Ą (przepraszam za określenie, ale właśnie tak to wyglądało i inaczej wyrazić się tego nie da) do fotela fryzjerskiego, na którym przed kilkoma sekundami usiadł kolejny klient. Powiedziała, żebym sobie poszukała w palecie jaki kolor farby chce. Całkowicie zbita z tropu usiadłam na kanapie i dla niepoznaki przejrzałam tą nieszczęsna paletę, po czym bardzo zniesmaczona wyszłam z tego okropnego miejsca... Brrr. Poczułam się jak głupia małolata, która z góry wiadomo, że nie ma racji. Niestety do tej pory w większośi trafiałąm na fryzjerki mało utalentowane i z małą wiedzą. Aczkolwiek nie twierdze, że wszystkie są złe ;) Absolutnie nie!!! Przynajmniej się wyżaliłam.... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Same trafne spostrzeżenia!
    Ja robiąc swego czasu pasemka u fryzjerki, zwróciłam uwagę na to, że ostatnim razem nie położyła mi ich dokładnie z tyłu głowy, co sama dostrzegłam bardzo późno, bo mój chłopak nie chciał robić mi przykrości i nic nie powiedział tuż po fryzjerze, że na wstępie mam odrosty... To żeby było miło, tak skupiła się na tyle głowy, że zostawiła mi wręcz opaskę ciemnych, nieruszonych włosów przy twarzy!

    Ale podobne sytuacje są, gdy robię paznokcie, trudno, żebym wykonywała wszelkie polecenia klientki, które czasami są niewykonalne. Zawsze staram się doradzić, bo to ja, osoba wykonująca 'zabiegi' zna produkty, ich możliwości, więc umiem je dostosować nawet do trybu życia/pracy klientki (w moim przypadku żel/akryl, tips/forma). Jeśli ktoś prosi o frencha, nie wykonuję bez namysłu takiego jaki ja lubię, ale pytam o kształt, nasycenie bieli na końcówkach, rozważamy możliwości.

    A u fryzjera zawsze mi tego brakuje... Nikt nie potrafił mi nigdy doradzić co będzie pasować, co będzie lepsze dla moich włosów, albo często słyszałam najprostsze 'nie da się'...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za taki pełny komentarz :)

      Usuń
  6. Ha! Plus to, że mama siedząc u fryzjera dowiedziała się, że nasza sąsiadka (też fryzjerka) swego czasu była bita przez męża. Później mi mówiła, że się kiedyś domyślała, ale to było kilka lat temu, a teraz pani fryzjerka z panią kosmetyczką, tam pracujące opowiadały sobie jaka to ta kobieta jest wredna i że jej się należało...

    Także... zawsze warto myśleć nad tym co się mówi, kiedy, gdzie i komu... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :(
      Co racja, to racja, dlatego nie można wchodzić w zbytnie poufałości, jednakże gdy klientka zaczyna mówić o trudnych sprawach, należy to uznać za wielki dowód zaufania i za żadne skarby świata, nikomu nie przekazywać. Szkoda, że niektóre osoby mają długie języki, i takich osób jest niestety sporo.

      Usuń
  7. Najczęściej mi się zdarza niestety brak wywiadu. Kiedy mówię że chce obciąć zniszczone koncówki to ona nawet nie wie ile bo po umyciu przecież ich tak nie widać :)
    Pozdrawiam D.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam swoją idealną fryzjerkę i jeszcze u niej nie zdarzyło mi się, żeby coś wyszło nie tak. Zawsze jej mówię, że chce to i to, ale tak czy siak zdaję się na nią;P Ma być ładnie:PP

    OdpowiedzUsuń
  9. :) lubię tego typu posty,
    nie jestem osobą gadatliwą u fryzjera - wystarczająco nagadam się i nasłucham w swojej pracy...
    przychodzę mówię konkrety czego oczekuję ale również bym chciała by fryzjer zaproponował coś od siebie:P zaproponował tzn. zapytał wcześniej mnie czy może bym wolała tak a nie inaczej - zanim swoje wizje artystyczne zacznie spełniać na mojej głowie.
    Jutro idę do fryzjera - jestem ciekawa co wyczarujemy wspólnie...

    Mysiu może Ty mi powiesz, bo już trochę mnie znasz - grzywkę obciąć czy zapuszczać dalej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że z grzywką wyglądasz genialnie :)

      Usuń
  10. jak dobrze Cie rozumiem, chodzi mi o obydwie strony. raz mi się przydarzyło będąc u fryzjerki ze ta zaczęła sobie poprawiać włosy xD

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ciekawy artykuł:). Akurat w piątek wybieram się do fryzjerki, u której byłam już nie raz. Chyba jedyną rzeczą, która mi przeszkadza, jest czesanie moich gęstych włosów równie gęstym grzebykiem:), przez co czasami niemal słyszę wyrywane włosy... :/... Chyba w końcu zwrócę jej na to uwagę... Poza tym wszystko jest tak, jak powinno ;).
    Pozdrawiam
    Lex

    OdpowiedzUsuń
  12. Mieszkam w niewielkim mieście i jakiś czas temu miałam z fryzjerką przygodę, po której nie mam ochoty nawet na podcinanie końcówek. Zachodzę i grzecznie mówię, że włosy kręcone, że najpierw wolałabym je umyć i rozczesać na mokro, bo na sucho to nic nie da (raz rozczesane zaraz się puszą i znowu plączą). Pani mówi, że oczywiście nie ma sprawy, kosmetyki wzięłam swoje (unikam SLSów i silikonów), podaję Fryzjerce, a ona łapie grzebień i zaczyna mi rozczesywać włosy. Dopiero, kiedy jej przypomniałam o swojej prośbie mruknęła "faktycznie" i postanowiła umyć mi włosy. Oczywiście zapomniała, że przyniosłam swoje produkty i nawaliła mi na głowę jakichś swoich "mazideł". Efekt? Trauma do końca życia i podrażnienie skóry głowy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz sporo racji. Choć ja mam ulubioną fryzjerkę i czuję się tam już bardzo swobodnie, choć zawsze mi powtarza, że powinnam przychodzić częściej. Bo faktycznie zapominam o wizytach i dopiero jak mi już włosy przeszkadzają idę je podciąć. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam fantastycznego fryzjera, u którego bywam od 8 lat, ale raz na ruski rok, bo drze, jak za woły. Zawsze byłam zachwycona nie tylko cięciem, ale i obsługą - każdorazowo rozmowa przed myciem, pełne skupienie uwagi na mnie, konsultowanie najważniejszych aspektów fryzury, ale posiadanie własnej wizji i rzeczywiście prawdziwy dar do cięć - cud, nie fryzjer. Jednak 2 lata temu pan ów został dumnym tatą, ostatnio ma zwyczaj przyprowadzać swoją latorośl do salonu. Dzieciaczek przeuroczy, niemniej jednak szalenie deprymujące było dla mnie, kiedy byłam co kilka minut zostawiana na fotelu z mokrą grzywką zaczesaną na nos, bo mój mistrz nożyczek przepełniony tacierzyńskim uczuciem co chwilkę biegał za szkrabem po pomieszczeniu, ćwierkając do niego i całując go siarczyście ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm.. dziecko w salonie to nienajlepszy pomysł, ale powiedzmy sobie szczerze, że czasem nie ma gdzie go zostawić. Sporadycznie to bym wybaczyła, choć pewnie liczyłabym na jakieś wyjaśnienie sytuacji jako klientka, natomiast regularne robienie z salonu przedszkola już nie uchodzi.

      Usuń
  15. haha, świetny demotywator! ;)
    niestety punkt 2. - przemoc - spełnił się u każdego fryzjera, u którego byłam :( często też zaczynają oceniać włosy dopiero po zmoczeniu ich

    OdpowiedzUsuń
  16. świetny post,nieźle się uśmiałam;d
    ostatnio moja mama była u fryzjera z zamiarem zrobienia henny,więc zapytała się pani fryzjera czy jest taka możliwość ,pani odpowiedziała,ze robi,ale teraz jej sie nie chce XD.

    OdpowiedzUsuń
  17. Może wydawać się to śmieszne, ale dla mnie zaufanie do fryzjera musi być większe niż do dentysty. Najbardziej boli mnie fakt, że fryzjer baaaardzo rzadko przyzna się do porażki, a przecież wszystko jest ludzkie i można zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wpieranie nieprawdy klientkom jest dość częste :/ A przecież wiadomo, że nie zawsze wychodzi, jak by się chciało.

      Usuń
  18. Niestety z fryzjerem rzadko można się dogadać. Choć często trafiam na tych, którzy nic nie mówią. A przemoc faktycznie się zdarza. Kiedyś byłam u fryzjera i pani poplątała mi włosy, po czym stwierdziła, że mam busz na głowie, a tymczasem zawsze byłam chwalona za puszyste włosy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Długo szukałam dobrej fryzjerki i w końcu mi się udało ;-)
    Jest naprawdę profesjonalna i ma piękne, niebieskie włosy.

    OdpowiedzUsuń
  20. Dobre szkolenie :)
    A demot nie rozwalił na kawałki :D

    OdpowiedzUsuń
  21. bardzo dobry post i niestety, prawdziwy... chociaż na swoją fryzjerkę nie narzekam ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Z wizytą u fryzjera jest jak ze wszystkim innym - potrzeba praktyki ;) Pamiętam że jeszcze jakis czas temu sama idąc do fryzjera nie byłam do końca pewna czego chcę, ale z wizyty na wizytę uczę się coraz więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Mnie najbardziej denerwuje ze moja fryzjerka sie strasznie spieszy jak mnie obcina, wczoraj wypuscila mnie z salonu z mokrymi wlosami, bo nie miala czasu wysuszyc o_O

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie chodzę zbyt często do fryzjera, tylko co 3-4 miesiące na podcięcie i jak jest jakieś "większe" wyjście to na ciekawe ułożenie, bo ja mam dwie lewe ręce ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Trudno znaleźć dobrego i zaufanego fryzjera...

    OdpowiedzUsuń
  26. Dodałabym do tego fryzjerkę "tu nic nie trzeba". Jak poszłam dwa lata temu na ścięcie grzywki,to pani fryzjerka przywitała mnie słowami "ale tutaj grzywki nie trzeba,będzie się trudno ścinało,ja mam grzywkę i się męczę z nią,niech się pani nie decyduje" itp. Wkurzyła mnie (i przeraziła swoją szopą na głowie),ale w efekcie przekonałam ją do tej grzywki (tak,ja ją!) i wyszło idealnie,na szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o ludzie :D chyba bym nie przekonywała takiej pani ze strachu, że uzyskam coś na kształt szopa, a nie fryzury :D

      Usuń
  27. Świetny post:)
    Wszystkie "niedociągnięcia" zawarte w jednym miejscu.
    Osobiście nie mogę trafić na fryzjerkę, która podczas wizyty nie wyrywa mi połowy włosów;/
    Szczerze to te zasady może każda z nas wcielić w życie, mimo iż nie jesteśmy fryzjerkami;) Ale to tylko tak mi przyszło do głowy, po postanowieniu zmieniania się na lepsze;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Się uśmiałam! :) takie to wszystko życiowe ;) a szczególnie punkty 6 i 7. Do punktu o przemocy dorzuciłabym jeszcze polewanie skalpu "wrzątkiem", szorowanie pazurkami wiadomego pochodzenia podczas mycia, a na koniec parzenie (?) skóry głowy suszarką. Chociaż właściwe to przyznam się bez bicia, że kiedy wpadam do fryzjera na podcięcie końcówek - jakieś 20 minut, to chętnie o tej pogodzie i butach gadam, wolę takie neutralne tematy od pytań o zawód tudzież potomków - wtedy atmosfera się zagęszcza, bo nie dosyć, że dzieciaczków własnych niestety brak - niezręczna cisza - to okazuje się, że na fotelu siedzi ktoś o niezbyt lubianej profesji, że się tak wyrażę, hmm... to teraz już wiem skąd ta przemoc ;) U kosmetyczki takie niezobowiązujące pogaduchy by nie przeszły. Leżę z maską na twarzy próbując się zrelaksować, na oczach płatki (brak kontaktu wzrokowego) - prawie odpływam - a pani nadaje jak Radio Wolna Europa. Niet, niet i jeszcze raz niet ;)

    Pozdrawiam,
    Paulina

    OdpowiedzUsuń
  29. Witaj:) Właśnie trafiłam na twojego bloga:) powiem tak u każdego fryzjera jakiego byłam każdy ciągnął mnie za włosy, mimo tego że mam falowane i czesze sie tak że jakoś krzywdy sobie nie robie ale fryzjerzy robili coś takiego że ąz miałam łzy w oczach i chciałam podziękować. Niestety spotkałam się także z obgadywaniem i rozmawianiem z tipserka, przy czym nie mogłam wtrącić się w słowo bo wzrok by mnie chyba zabił.
    Teraz szukam dobrego fryzjera niestety u mnie wszyscy są drodzy a do galerii nie pojde bo wole zaciszne miejsca:)
    w ogole chciałam spytać czy cena 60 zł za cięcie srednich włosów to dużo czy mało??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pojmuje tego ciągnięcia za włosy... Ani to czas skraca, ani dobrze robi..

      W galeriach nie polecam korzystania z usług fryzjerskich. Pracują szybko i raczej niedokładnie, bo są nastawieni na jednorazowego klienta. Wiadomo ile osób przewija się przez takie centrum, więc nie ma znaczenia, czy będzie dobrze czy źle. Zresztą zwykle jest też dość drogo. Ale, to tylko moje zdanie, możliwe, że nie zawsze tak jest.

      60 za cięcie, ale chyba z modelowaniem i myciem? Taki komplet? To jest taka przeciętna miastowa cena. W mniejszych miejscowościach płaci się za taką usługę 30-40zł. Wiele zależy od tego, czy to ma być tylko podcięcie końcówek, czy skrócenie.

      W moim miasteczku cięcie to 30zł, ale doliczają za umycie 10zł, do tego odżywka 10zł(!jak ja nie poprosiłam, to miałam tylko szampon!) i modelowanie kolejna 10zł(bez modelowania rozwiewają włosy na byle jak)
      Razem wypisz wymaluj 60zł. Ale można przyjść z umytymi włosami i nie modelowac, co da tylko 30zł za cięcie.

      Trzeba też wziąć pod uwagę to, że przy usłudze używa się wody, prądu, kosmetyków, trzeba opłacić lokal, dezynfekcję i fryzjerki. To się zbiera.

      Natomiast, dla porównania, cięcie w salonie typu jean louis david płaci się 150zł ;)

      Usuń
  30. Rzadko chodzę do fryzjera, nie trafiłam jeszcze na takiego, który by faktycznie coś doradził albo poprawił mój wygląd...
    Jestem krótkowidzem, więc u fryzjera zaraz muszę okulary zdejmować i nic nie widzę. Więc od czasu do czasu miewałam niezbyt ciekawe niespodzianki, bo pani fryzjerka nawet nie zapytała, o co mi chodzi, tylko od razu za włosy i ciach!
    Wiem, pięknością nie jestem, lubiłam swoje krótkie włosy, ale kiedy pani fryzjerka zaserwowała mi fryzurę unisex (przylizane do czoła włosy, przedziałek) i zastanawiałam się, czy jestem chłopcem, czy dziewczynką, jakoś mi się takich "luksusów" odechciało...
    Włosy podcina mi mama (ostatnio to i tak tylko końcówki), czasem wyrówna na długości i tyle.
    No, się wyżaliłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Chciałabym kiedyś spotkać taką fryzjerkę jak Ty. :) Co do koloryzacji to jeszcze nigdy nie byłam zadowolona i zaprzestałam korzystać z tych usług, moja koleżanka za pomocą drogeryjnych farb zawsze umiała mi lepiej dogodzić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :* Dziękuję!

      To koleżanka ma zadatki na dobra fryzjerkę :)

      Usuń
  32. porzuciłam fryzjerów przeszło rok temu i wiele na tym nie ucierpiałam :)

    pamiętam, jak pokazałam fryzjerce konkretną fryzurę na studniówkę - coś w stylu luźnego koczka Taylor Swift - na co ona unosiła się z zachwytami, jak to pięknie wyjdzie, po czym zrobiła coś zupełnie innego - sztywny kok prawie weselny - i stwierdziła, że jest identycznie. podziękuję :D

    OdpowiedzUsuń
  33. Świetny post, zabawne że pierwsze 5 punktów już mnie w życiu spotkało:P

    OdpowiedzUsuń
  34. ja byłam u fryzjera kilka razy w życiu, wolę podcinać sobie włosy sama ;p ale faktycznie spotkałam się z sytuacjami, które opisujesz. irytujące też jest to, jak fryzjerki z nudów czeszą się nawzajem ;p albo jak do fryzjerki, która się mną zajmuje podchodzi druga i pyta "co tu masz? co robisz? co chciała?" tak, jakby mnie tam wcale nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak.. jakbyś była obiektem doświadczalnym :/ Spotkałam się z takim przedmiotowym traktowaniem, okropne.

      Usuń
  35. Jakoś żaden z tych punktów mi się nie trafił u fryzjera do którego zawsze chodzę nie ważne jaka tam jest fryzjerka zawsze podsuwa swoje pomysły XD jak podcinam grzywkę zawsze tłumaczę że nie mam przedziałku i tak powinno być XD biorę grzebień i zaczesuje no i pokazuje wszystko :D chociaż raz było tak że pokazałam zdjęcie fryzury jakiej mniej więcej chciałabym mieć a ona zaczęła się śmiać ze niby jak to ma zrobi etc. no i nie spodobało mi się to w efekcie przestałam chodzić tam no ale nie miałam koszmaru na głowie. :P

    OdpowiedzUsuń
  36. Mysiu, ale się uśmiałam;)
    Przez większość punktów przeszłam, najgorzej wspominam, fryzjerkę, która była po prostu na coś wściekła w danym dniu i ona mi te włosy wyszarpała, a nie obcięła. Uważam też na praktykantki, które myją głowę: albo wrzątek, albo zimna woda, brrrrr.
    Kiedy idę do fryzjera staram się być konkretna, raz mi się zdarzyło, że powiedziałam "Rób co chcesz, chcę odmiany!", ale to był prawie kolega, więc było zaufanie z dwóch stron:)

    OdpowiedzUsuń
  37. Dziewczyno jesteś cudowna, Twoje notki są dla mnie uspokojeniem, że istnieją jeszcze fryzjerzy z powołaniem, sama nie wiem, jak trafiłam na Twojego bloga, ale strasznie się cieszę i gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Mam duuuużo doświadczeń z fryzjerami. Kilka przygód:
    1) Umawiam się na konkretną godzinę. Niestety, do pani fryzjerki wpada znajomy i pyta, czy go nie przyjmie w „międzyczasie”. Ależ nie ma sprawy! Tak więc pani zaplata koledze warkoczyki (wyglądał w nich swoją drogą jak głupek :D), a ja czekam pół godziny. Słowa „przepraszam” nie usłyszałam. Zapytacie dlaczego nie wyszłam? Miałam tego samego dnia imprezę i musiałam mieć zrobione odrosty w tym konkretnym dniu. A znajomej fryzjerki, która wykroiłaby dla mnie „międzyczas” cudzym kosztem jakoś nie mam.
    2) Fryzjerka chyba stwierdziła, że skoro jestem stałą klientką (kilkanaście miesięcy comiesięcznego farbowania), to może przestać się starać. Zaczęła mi mówić na ty (nie byłoby w tym nic strasznego, gdybyśmy były mniej więcej w tym samym wieku i przez miesiące współpracy jakoś się „zbliżyły” do siebie; ale ona była sporo starsza ode mnie i jej tykanie było lekceważące), nie chciało jej się sprawdzić w karcie jaka mieszanka była stosowana wcześniej, tylko chlapnęła mi coś, po czym wyszła czerń. Zrezygnowałam z usług po tym, jak fryzjerka zapytała mnie, czy chcę modelowanie, czy samo suszenie. Powiedziałam, że modelowanie – pani skrzywiła się, bo nie miała czasu i nawet porządnie mi nie dosuszyła włosów. Potem salon długo nękał mnie esemesami promocyjnymi, ale ja już miałam to w nosie.
    3) Fryzjer stwierdza, że drogeryjne odżywki są do niczego, więc on ich nie zna i nie będzie niczego polecał. Może polecić to, co jest do kupienia w sklepowej gablotce. Potem bardzo nachalnie wpiera mi swoje kosmetyki („To jak będzie?”), niemal się na mnie obraża, kiedy decyduję się niczego nie kupować.
    4) Moja fryzjerka idzie na macierzyński. Zostawia dokładny opis mojego farbowania w karcie (robiła go przy mnie). Fryzjer zastępca udaje, że żadnego opisu nie ma, namawia mnie na ombre (baaaardzo niewskazane dla moich suchych włosów), kładzie farbę według swojego pomysłu, a potem beztrosko przyznaje się, że „niby wiedział, że miał byc inny, ale chciał wypróbować ten kolor”.
    5) Zła komunikacja – tutaj akurat niczyja wina, po prostu zaszło nieporozumienie. Powiedziałam, że chcę włosy do końca szyi. Miałam na myśli ten dolny koniec, przy obojczykach. Fryzjerka myślała, że chodzi o ten przy uszach. Ile było płaczu!
    6) Palenie w salonie, koszmar. Rozumiem, że to jej salon i może robić co chce, ale… fuj. Dym przechodzi przez suszarkę, to jest dopiero smród.
    7) Tym razem nie ja, tylko moja mama – fryzjerka bierze jej włosy w dwa palce, unosi i woła: COOOOOOOOOOO? Nie chciało się odżywki nakładać?!

    Poza tym nie lubię, kiedy fryzjer ochrzania uczennice przy klientkach – rozumiem, że może się zdenerwować, kiedy dziewczyna robi jakąś głupotę, ale bardzo mi przykro, gdy widzę szesnastolatkę ze łzami w oczach i nie chcę być świadkiem takich scen, więcej do takiego salonu nie pójdę.

    Bardzo lubię "fryzjerki z ludu", które zdają sobie sprawę, co człowiek może sobie wyczynić z włosami w domu i nie żyją złudzeniem, że wszyscy farbują w salonach i wklepują odżywki za 100 zł. Kiedy coś nie wyjdzie i klientka idzie po pomoc, starają się uratować sprawę, a nie robią sceny.

    Zuz.

    OdpowiedzUsuń
  39. W porównaniu z moją Mama to i tak wydaje się że całkiem lubię chodzic do fryzjera - Mama nie lubi po prostu jak ktoś jej rusza glowę, plus ma doświadczenia takie jak wymieniłas w swoim anty-dekalogu Mysiu:)

    Dodam jednak od siebie:
    1. "to na którą stronę przedziałek/na którą stronę włoski??" - a może Pani zobaczy i sama oceni jak się układają...?
    2. zwracanie się w bezosobowo w stronie biernej "co będzie robione?" lub w formie 1 os l.mn. - "co robimy? jak czeszemy?" - czyzby słowo "Pani" było zbyt trudne?
    3. PAZURY! długie, twarde (często sztuczne), drapiące PAZURY (nie paznokcie!) - bez komentarza...


    I kilka scenek z życia:
    - na stwierdzenie że w palecie wskazane przez fryzjerke kolory wyglądają dla mnie laika w sztucznym świetle i na malej probce tak samo, pani stwierdza: "to pomieszamy"
    - zrobienie grzywki i objechanie moich puszących się i "dziecinnych" włosow brzytwą - efekt kopy siana plus look a la wioskowy głupek :D

    Na plus o praktykantach: chodzilam się kiedyś parę razy strzyc do szkoly fryzjerskiej w Łodzi - podwyższone ryzyko rekompensowali cenami akurat na moja ówczesną pustawą kieszen. Jakości strzegła właścicielka szkoły budząca respekt głosem i gabarytami:)) Musze przyznac, ze choć usługa zajmowała odpowiednio wiecej czasu, przynajmniej widac było starania, a nawet coś jakby pasję u niektórych uczniów. Rekord to modelowanie wlosów przez ponad godzinę na szczotke i suszarkę - chyba nigdy w zyciu nie mialm tak wypracowanej fryzury!az zalowalam ze nie mozna pozyczyc ucznia do domu bo mam 2 lewe rece do tego typu zabaw:)))

    Moze wystarczyłoby aby właściciele salonów skomentowanych powyżej tez mieli zasade 'pańskie oko...' a nie tylko podnosili ceny żeby zrekompensować brak Klientów

    OdpowiedzUsuń